Nie był moim ojcem, ale wciąż żyje we mnie... Czyli ciężkie życie Kovu.
wtorek, 13 sierpnia 2013
2. Początek nienawiści Ziry.
Po tym jak wszystko przestało się palić i spadł deszcz Zira spojrzała w górę na skałę, po której wchodził Simba. Wchodził powoli, spojrzał w niebo, ustał na samym końcu i mocno zaryczał kilka razy. Lwice będące pod lwią skałą zaczęły ryczeć razem a nim, Zira gdy to wszystko zobaczyła także ryknęła, nie z powodu że oddawała cześć nowemu królowi, tylko ze wściekłości która ją ogarnęła. Simba gdy przestał zszedł z lwiej skały i otarł się o policzek matki a potem Nali, Zira pobiegła do nich wściekła ze łzami w oczach:
Zira: Grr! Zabiłeś własnego stryja! Nie zasługujesz na miano króla! *Zira zaczęła warczeć* Morderco!
Simba: Nie..! To nie prawda to hieny go zabiły nie ja..
Zira: Co?! Zrzucasz odpowiedzialność na hieny!? To byli najlepsi przyjaciele Skazy nie zabiły by go! *Zira nagle zbiegła z lwiej skały jak najszybciej się dało, nikt za nią nie biegł, a Nuka opłakiwał ojca. Simba spojrzał na Nukę i przypomniał sobie jak to on opłakiwał Mufasę i źle się poczuł patrząc na to z domieszką słów Ziry. Zira zupełnie zapomniała o Kovu i Vitani którzy zostali w jaskini lwiej skały i Nuce, pobiegła na łąkę gdzie na jednym z drzew było napisane "T+S" otoczone w serduszko co znaczyło Taka + Zira. Przysiadła tam i zaczęła płakać, w tym czasie Nuka położył się przy ojcu i został tam aż Zira wróciła i wzięła Nuka na skałę, Kiedy mijała tam wchodzącego Simbę zawarczała wściekle i poszła zająć się dzićmi. Gdy wszyscy zasnęli Zira zabrała parkę lwiątek i Nukę z głównej jaskini lwiej skały i poszła z nimi do jaskini pod lwią skałą, gdyż nie miała zamiaru dzielić jaskini z Simbą. Kilka dni później okazało się że Nala jest w ciąży, wezwano rafikiego które przepowiedział 1 młode. Nala ucieszyła się z tego powodu, Simba także był uradowany i od chwili kiedy się o tym dowiedział chodził wszędzie za Nalą i robił wszystko żeby było jej wygodnie i żeby się nie przemęczała. Gdy Zira się o tym dowiedziała nie była zachwycona, właściwie miała ochotę rzucić się na Nalę i zabić ją razem z nie narodzonym przyszłym lwiątkiem, ale nie zrobiła tego gdyż miała na myśli że nie chciała postępować tak jak Simba, a to by mogło wszystko zepsuć gdyż planowała już wiele rzeczy jak się zemścić.
sobota, 13 lipca 2013
1. Znalezienie i śmierć.
Pewnego dnia, gdy jeszcze rządził Skaza, wszystkie lwice zauważyły że Skaza nie jest w dobrym humorze, kazał Zazu śpiewać, ale z każdym błędem wrzeszczał na niego, gdy Zazu powiedział że nie musiał tego robić dla Mufasy wściekł się na niego i wrzeszczał że on jest królem i nie wolno wypowiadać tego imienia w obecności Skazy. Nawet gdy hieny poszły się mu poskarżyć na brak jedzenia (Shenzi, Ed i Banzai), powiedział że polowanie jest obowiązkiem lwic, gdy powiedziały że one nie chcą polować kazał im zjeść Zazu, Zazu próbował wymigać się że jest niby chudy i żylasty, jedna hiena powiedziała (Banzai)że wolał jak rządził Mufasa, Skaza wrzasknął "CO?! Coś ty powiedział?! Jedna z hien uderzyła (Shenzi)drugą hienę (Banzaia) żeby nie powiedział tego znowu bo mieliby kłopoty i hiena(banzai) powiedziała "kiełbasa" zamiast "Mufasa" a Skaza kazał im się wynosić. Dało się zauważyć jego humor po tym że na wszystkich wyżywał się swoją złością, Zira zapytała go czemu się tak zachowuje, ta rozmowa wyglądała tak:
Z-Zira S-Skaza
Z: Skazo, co się stało? Zachowujesz się... Inaczej.
S: Nie mam następcy tronu *powiedział to tak, jakby był zawiedziony*
Z: Skaza co ty mówisz, jest przecież Nuka!
S: Nuka nie jest tego godzien! Ciesz się że pozwalam mu trzymać miano mego syna! *Skaza zaczyna się drzeć*
Z: Ale Skaza co ty mówisz!
S: Idź z tąd już! Chce być sam!
Z: Ale..
S: Zostaw mnie!
I Zira poszła, zeszła z lwiej skały, i poszła na znajomą jej polankę, nie znajdowała się na lwiej ziemi, ale była w jej niedalekim pobliżu. Usiadła i rozglądała się za jakąś antylopą. Nagle usłyszała miauczenie, szła za tym dźwiękiem a tam były dwa lwiątka, oddalone od siebie o jekieś ok. 10 cm. Były to kremowo-pomarańczowa lwiczka z grzywką i brązowy lewek, były one bardzo małe, nie zdążyły jeszcze otworzyć oczu. Lwica rozejrzała się w prawo, potem w lewo i przyjrzała się lwiątkom, zrobiła szczęśliwą minę i pomyślała . Wzięła brązowego lewka w pysk a Lwiczkę z grzywką wzięła na grzbiet, nie wiedziała czy są spokrewnieni, ale to jej nie obchodziło. Gdy doszła i weszła na lwią skałę weszła do jaskini gdzie przebywał zły Skaza. Skaza zapytał "ee? A to kto?!" Zira położyła lwiątka przed Skazą i powiedziała że je znalazła i spytała o przygarnięcie, Skaza od razu się uśmiechnął patrząc na brązowego lewka i powiedział "Wspaniale! Lew godny tronu, on będzie Kovu! Tak!" Zira zgodziła się i uśmiechnęła po czym powiedziała że lwiczka to będzie Vitani. Skaza kazał Zirze wyjść z jaskini, bo chce z nimi pobyć przez chwilę i pomyśleć. Zire zeszła z lwiej skały i poszła upolować coś aby móc wykarmić młode. Gdy polowała w tym samym czasie Skaza wołał Sarabi, ta szła prosto z nieszczęśliwą ale poważną miną. Gdy doszła ich rozmowa wyglądała tak:
Sarabi: Słucham Skazo.
Skaza: Gdzie się podziały lwice? Dlaczego nie polują?!
Sarabi: Nie ma ją na co, zwierzyna uciekła. Czeka nas tu głód.
Skaza: Nie! Nie szukałyście jak trzeba!
Sarabi: Nie ma nic, czeka nas tu głód. Musimy z tąd odejść, opuścić Lwią Ziemię!
Skaza: Nie odejdziemy stąd!
Sarabi: Skazujesz nas na pewną śmierć!
Skaza: Niech tak będzie.
Sarabi: Nie wolno ci!
Skaza: Jestem królem i wolno mi robić co chcę!
Sarabi: Gdybyś był trochę podobny do Mufasy!
Skaza: Ja jestem 10 razy lepszy od Mufasy!!
Po tym Skaza walnął Sarabi łapą z całej siły. Aż tu nagle zjawił się wściekł na Skazę Simba, podbiegł do matki i otarł się o jej policzek tak jak to robią lwy, w tym samym czasie wystraszony Skaza powiedział: Mufasa?! Ty żyjesz?! Sarabi powiedziała patrząc na Simbę: Mufasa? Simba odpowiedział: Nie, to ja. Sarabi z niedowierzającą miną powiedziała: Simba? Ty żyjesz? Jak to możliwe? Simba odpowiedział: Ważne że jestem. Dalej działo się tak:
Skaza: Simba? Simbaa.. Co za niespodzianka że jesteś, że żyjesz *Skaza spojrzał na Shenzi, Ediego i Banzaia ze złą miną*
Simba: Mam powody żeby cię rozszarpać na strzępy!
Skaza: Ah, Simba, spróbuj zrozumieć problemy sprawującego władzę..
Simba: Już cię nie dotyczą. Zwróć mi tron!
Skaza: Oh, bardzo chętnie, naturalnie, lecz widzisz, nie jest to takie proste, spójrz tam *Skaza pokazał Simbie palcem hieny nad nimi* dla nich jestem królem.
Nala nagle powiedziała za wszystkie lwice "Dla nas nie, Simba jest dziedzicem tronu".
Simba: Musisz wybrać Skaza, ustąpisz, czy walczymy.
Skaza: Ooo, pragdziesz rozlewu krwi, do prawdy chciałbyś mieć na sumieniu członka własnej rodziny? Bo ja nie, Simba.
Simba: To ci się nie uda Skaza, to już przeszłość.
Simba: A co na to twoi poddani? Czy oni też tak myślą?
Nala: Simba, wiesz o czym on mówi?
Skaza: Aaa, jeszcze nie podzieliłeś się swą tajemnicą, proszę bardzo, masz okazję to zrobić. Powiedz im kto jest odpowiedzialny za śmierć Mufasy! *Lwice zrobiły niedowierzone miny*
Simba: Ja.. *lwice, a zwłaszcza Sarabi i Nala nie mogły w to uwierzyć, Sarabi podeszła do niego*
Sarabi: To nie jest prawda. Nigdy w to nie uwierzę.
Simba: ehh.. To prawda..
Skaza: Słyszycie?! Sam się przyznał! Morderca!
Simba: Nie! To był przypadek..
Skaza: Gdyby nie ty Mufasa żył by do dziś, zaprzeczysz temu?!
Simba: Nie..
Skaza: Więc jesteś winny!
Simba: Nie! Nie jestem mordercą!
Skaza: Tak Simba, znów masz kłopoty, lecz tym razem tatuś ci nie pomoże i teraz już wszyscy wiedzą dlaczego! *simba zaczął spadać z lwiej skały, ale trzymał się łapami*
Nala: Simba!!! *nagle spadł piorum który zapalił trawę przy lwiej skale*
Skaza: Hmm ten wzrok coś mi przypomina.. Hmm.. Co to mogło być i kiedy? Hmm.. Oo! Tak, przypomniało mi się, tak samo patrzył na mnie twój ojciec nim zginął.
*Skaza złapał Simbę za łapy tak jak złapał niegdyś Mufasę*
Skaza: Zdradzę ci moją tajemnicę. Ja zabiłem Mufasę. *Simbie przypomniało się to wszystko i ułożyło mu się jak to było, tak się wściekł że wskoczył na lwią skałę i przytrzymał Skazę do ziemi*
Simba: Morderca!
Skaza: Nie, Simba proszę..
Simba: Powiedz im prawdę!
Skaza: Prawda? Eee... to zależy od punktu widzenia *Simba przycisną łapę to jego gardła, jednym słowem go poddusił* dobrze, dobrze, zabbiłem..
Simba: Niech wszyscy słyszą.
Skaza: Ja zabiłem Mufasę! *Lwice rzuciły się na Skazę, a hieny na Simbę i lwice, wkroczyli Timon i Pumba, Timon na grzbiecie pumby pędzili i wybijali hieny.* Hieny po kolei wylatywały i uciekały, Timon wleciał tam gdzie siedział Zazu, który wołał "wypuście mnie, wypuście mnie!" Timon powiedział aby hieny go zostawiły, nagle zjawił się Pumba, i dalej wiemy co się działo. Skazie udało się jakoś wymknąć, ale Simba zdążył go zauważyć, w tym czasie Zira zaczęła wracać z powodu pogody, niestety nie udało się jej złapać wychudzonego osamotnionego gnu, schroniła się w małej jaskini ale musiała wracać. Simba zaczął biec za Skazą na czubek lwiej skały. Skaza pobiegł na sam koniec, i zobaczył że nie ma gdzie uciec.
Simba: Morderca.
Skaza: Simba, Simba proszę mniej litość, błagam cię..
Simba: Zasłużyłeś na śmierć.
Skaza: Simba ale ja... Ja jestem z- z rodziny.. To te hieny są wszystkiemu winne! Namówiły mnie! To wrogowie!
Simba: Czemu mam ci wierzyć?! Okłamywałeś mnie przez całe życie!
Skaza: I co chcesz zrobić? Chyba nie zabijesz własnego stryja?...
Simba: Nie, Skazo, nie jestem tobą.
Skaza: Oo, Simba dzięki, jesteś szlachetny, wynagrodzę ci wszystko, co mam zrobić żebyś mi uwierzył? Zrobię co zechcesz.
Simba: Odejdź, odejdź z tąd i nigdy nie wracaj. *Skaza bardzo się wystraszył*
Skaza: Tak.. Oczywiście.. Jak zechcesz najjaśniejszy.. Panie! *Skaza łapą wsypał Simbie do oczu rozżarzone kamienie z pyłem*
Simba zmknął i przecierał oczy, w tym czasie zaczęła się walka, Zira na nagle przyszła, nie wiedziała co się dzieje, nie mogła podejść na lwią skałę bo była okrążona ogniem, zobaczyła tylko jak skaza spada z czubka lwiej skały i zobaczyła na nim Simbę, wściekła się i jakoś udało jej się dotrzeć do skazy, przyktórym były hieny, nie wyglądały na wściekłę ani smutne, Zira spytała z płaczem co się stało, jedna z hien powiedziała że Simba wróciłi go zabił, co nie było prawdą bo to właśnie hieny go zabiły, gdyż jak spadł jeszcze nie umarł. Hieny poszły i już nigdy potem nie wróciły. Skaza wydobył do Ziry ostatnie słowa "S-Simba, Kovu ma zabić simbę..." Zira domyśliła się od razu o co Skazie chodziło, gdy ogień ustał, Zira i Nuka tulili zmarłego ojca i płakali, Kovu i Vitani byli zbyt mali żeby cokolwiek zrozumieć. Zira była zła że tylko ona i Nuka opłakują Skazę. Zira i Nuka nigdy nie pogodzili się ze śmiercią Skazy.
Wiem, za dużo tego ale cóz tu powiedzieć, miłego czytania ;). W następnej notce też będzie tego dużo :).
wtorek, 2 lipca 2013
Witam
Hej xd to ma być moja historia Kovu, od narodzin do śmierci. Mam nadzieję że wszystkim się spodoba :P.
Subskrybuj:
Posty (Atom)